Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby wspomnienia Józefa Wójcika zachowały się jedynie w przekazach rodzinnych, a to nie tylko dlatego, że dokumentują przełomowe momenty minionego wieku, ale również z powodu talentu narracyjnego i swobody opowiadania, jaką autor dysponuje. Książka skrzy się od dowcipnych sytuacji, mieni różnorakimi dykteryjkami i błyszczy od ciekawych obserwacji. Kiedy trzeba, Pan Józef potrafi oddać grozę niemieckiej okupacji i strach ludzi narażonych na niebezpieczeństwo utraty życia. Umie jednak również zdobyć na szersze obserwacje natury politycznej traktujące choćby o początkach Polski komunistycznej. Pod jego piórem wydarzenia, które przyprószył już pył historii, wydają się bliskie i nie blakną. Z łatwością wczuwamy się w sytuację młodego Józefa-partyzanta i z zapartym tchem śledzimy konsekwencje schowanych przed zakazami okupanta gołębi. Śmiejemy się czystym śmiechem, kiedy Pan Wójcik opisuje niezwykły dla krowy stan upojenia bimbrem. Wszystko to wydarza się niejako się na naszych oczach – trzeba przyznać, że autor posiada pamięć fotograficzną i nadążające za nią pióro. Wypada żałować, że nie chce literackiej sławy i niechętny jest wywiadom. Idę o zakład, że posłuchać jego opowieści byłoby równie miło, jak je czytać. Marne są jednak szanse na to, że powstanie e-book z tekstem Wspomnień czytanych przez ich autora.
Lata, które minęły
Tytuł jest równie skromny, jak sam autor i powołuje się jedynie na bieg czasu, wyznaczając piszącemu jakby kronikarski obowiązek. To z pewnością za słabe określenie tej książki, bo również trzeba ją traktować jako pisaną w imieniu tych wszystkich, którzy nie znajdą się w podręcznikach historii, a zasługują na pamięć i szacunek. Z pewnością nie tylko namowy przyjaciół, ale również patriotyzm lokalny spowodowały, że były partyzant postanowił dać świadectwo zmagań z niesprzyjającym wiatrem historii. Maków Mazowiecki nie ma przecież swojego miejsca w oficjalnej narracji wojennej, jak wiele innych miejsc w Polsce, co nie znaczy, że nie posiada bohaterskiej legendy.
Tym wszystkim, którzy widząc porównania z podręcznikiem, zaczynają obawiać się znużenia i faktograficznej ścisłości, podpowiadam, że to przede wszystkim bieg jednego życia, książka biograficzna, napisana językiem niezwykle przystępnym.
I wyczulonym na detale. Autor jest niebywałym obserwatorem – pamięta i zapisuje wszelkie szczegóły opisywanych wydarzeń. Szczególnie imponuje drobiazgowa chronologia i geograficzna ścisłość.
Ocalić od zapomnienia
Wiele miejsc, które opisują Wspomnienia, o latach, które minęły przechowuje już tylko ludzka pamięć. Również wiele ludzi i szczegółów wydarzeń. „Wszystko, co przeszło, wypada pożegnać dobrym słowem, ale nie można pozwolić, by zostało zapomniane” – pisze melancholijnie Józef Wójcik w załączonym do książki posłowiu. Dobrze, że wydawcy i autorowi udało się znaleźć te kilka fotografii z rodzinnego albumu Wójcika, które dodatkowo stymulują pamięć – to z pewnością jedna z zalet książki, choć ilość zdjęć jest raczej oszczędna.
Przeszłość, restaurowana z takim pietyzmem, to przede wszystkim okres II Wojny Światowej oraz okupacji niemieckiej, niemniej ten okres naszej historii zostaje poprzedzony opisem sielskiego dzieciństwa w czasach II Rzeczpospolitej w otoczeniu kochanych rodziców i braci. Na zasadzie retrospekcji Józef Wójcik przenosi się w okres sprzed I Wojny, kiedy to wspomina ciekawe przeżycia emigracyjne rodziców na Wschodzie.
Przeżycia wojenne, w których spłatają się opowieści partyzanckie i wojskowe – z zapierającą dech w piersiach relacją z bitwy pod Szlą jako punktem centralnym – z opisami dnia codziennego pod okupacją i zwykłego, ludzkiego strachu przechodzą następnie w okres dezinformacji pod rządami Rosjan. Rozdział końcowy książki, zatytułowany Nowa rzeczywistość, pokazuje zagubienie Polaków nie bardzo wiedzących, jaki status przypisać Armii Czerwonej, której żołnierze mianowali siebie wyzwolicielami naszej ojczyzny. W początkach 1945 roku, kiedy zbliżał się front wschodni, wiele jeszcze pytań dotyczących kształtu politycznego odradzającej się po raz kolejny Polski pozostawało bez odpowiedzi, a rosyjska propaganda nie pozwalała zorientować się w sytuacji. Niezwykle krótko już Wójcik opisuje wojskowe czystki dokonywane w początkowej fazie komunizmu przez prosowieckie władze; jakby bardziej zależało mu na oddaniu hołdu tym, którzy zginęli lub cierpieli z powodu śmierci bliskich w czasie wojny, a których pamięci nie należy brukać brudami okresu stalinowskiego.
Patroni medialni:






















