I śmiech niekiedy ...
Jeśli komuś się zdaje, że satyra społeczna wyrodziła się w jeden jedynie słuszny kierunek lewicowej uszczypliwości spod znaki Michała Witkowskiego i spółki, niech sięgnie po zbiór opowiadań Andrzeja Wojciechowskiego.
Znajdzie w nich doskonale skrojone historie ludzi, którzy noszą na sobie piętno wielu bolączek naszej polskiej współczesności, rozciągniętej od specyfiki czasów wczesnego komunizmu aż po postnowoczesną globalizację. Pomiędzy tymi widełkami udało się zawrzeć opowieści o charakterze obyczajowym z wątkiem miłosnym, ale też o duchowym wydźwięku, ironiczne potraktowanie kultu celebrytów, satyrę na płytką religijność, natrząsanie z pseudointeligencji i zasad marketingu tworzących miękką wyściółkę naszego rzekomego prosperity.













